Na współczesnym polu walki o życiu często decydują sekundy, a pomoc medyczna nie zawsze dociera szybko. Dlatego szkolenia coraz częściej przenoszą ratowników w warunki maksymalnie zbliżone do realnych — z krwotokami, chaosem i presją, której nie da się zasymulować na sali wykładowej. Takie podejście zaprezentowano podczas warsztatów w 5. Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Krakowie.
Pierwsza minuta po urazie bywa granicą, której nie da się przekroczyć bez natychmiastowej reakcji. Eksperci przywołują szacunki mówiące o tym, że 50% rannych umiera w pierwszej minucie, a kolejne 30% w ciągu pierwszej godziny — stąd nacisk na działanie jeszcze w strefie bezpośredniego zagrożenia. Jednocześnie wojna w Ukrainie unaocznia, jak bardzo zmieniły się warunki ewakuacji i zabezpieczenia medycznego w porównaniu z konfliktami w Afganistanie czy Iraku.
Właśnie w tym kontekście w Krakowie zorganizowano warsztaty poświęcone medycynie pola walki. W 5. Wojskowym Szpitalu Klinicznym przez kilka godzin szkoliła się niemal setka uczestników: ratownicy medyczni z wojska i cywila, żołnierze wojsk specjalnych, przedstawiciele 6 Brygady Powietrzno-Desantowej i 11 MBOT, a także lekarze oraz personel szpitali — nie tylko z Małopolski. W programie znalazły się ćwiczenia z zakładania staz, tamowania masywnych krwotoków, a także działania prowadzone w warunkach odtworzonych dzięki wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości.
Kluczową rolę w takich szkoleniach odgrywają symulatory wysokiej wierności, które potrafią „odpowiadać” na decyzje ratownika. Oddychają, reagują na leczenie, a przy błędach — nie zatrzymują krwawienia, tak jak w rzeczywistej sytuacji. – Symulatory wysokiej wierności (high-fidelity) umożliwiają prowadzenie ćwiczeń prawie w realnych, a jednocześnie bezpiecznych warunkach – tłumaczy Paweł Oskwarek z Oddziału Symulacji Medycznej WIM – PIB Centrum Kształcenia Podyplomowego w Warszawie. – To tak naprawdę zaawansowane komputery, którymi steruje najczęściej instruktor symulacji medycznej, a które pozwalają na naukę bezpiecznego zakładania opaski uciskowej, procedury packingu czyli wypakowania rany odpowiednim opatrunkiem hemostatycznym czy odbarczania odmy prężnej, która mogła w trakcie urazu się zdarzyć.
Zmieniają się także same urazy, z jakimi trzeba się mierzyć, a to wymusza aktualizację procedur i sposobów nauki. – Zmieniły się także rodzaje urazów – podkreśla płk lek. Janusz Piskorowski, z-ca dyr. Szpitala Klinicznego ds. Rejonu Zabezpieczenia Medycznego Wojsk. – Statystyki pokazują to bardzo dobrze. Dziś większość urazów to nie są rany postrzałowe, to rany od odłamków czy wielonarządowe powybuchowe urazy typu kombo. To bardzo złożone obrażenia. Ponieważ obraz współczesnego pola walki się zmienia, my nie możemy zostać w tyle. Metody działania, którymi się posługujemy na co dzień, muszą być dostosowane do realiów, inaczej nie będą skuteczne.
Na współczesnym froncie strefa zagrożenia bywa rozciągnięta na dziesiątki kilometrów, a ewakuacja medyczna nie zawsze jest natychmiastowa — dlatego rośnie znaczenie kompetencji podstawowych u każdego żołnierza. – Wtedy bazy były w odległości kilku, kilkunastu kilometrów od linii frontu – mówi Paweł Oskwarek. – W tej chwili rejon zagrożenia to jest kilkadziesiąt kilometrów ze względu na wykorzystanie dronów bojowych. Dlatego każdy żołnierz musi być przeszkolony na poziomie Combat Lifesaver (CLS), zaawansowanej pierwszej pomocy medycznej w warunkach bojowych.
Ważnym elementem szkolenia jest także praca w środowisku VR i AR — po to, by odtworzyć stres i chaos, które wpływają na decyzje w realnym zdarzeniu. Ratownicy wskazują, że trening na fantomach high-fidelity może podnieść skuteczność działań na polu walki nawet o 40–50%, właśnie dzięki wypracowaniu automatyzmów pod presją. – Ćwicząc z wykorzystaniem wirtualnej rzeczywistości (VR) zakładamy gogle i przenosimy się w zupełnie inne miejsce – wyjaśnia Anna Wereszczyńska. –Jesteśmy na polu walki, w szpitalu, mamy pacjenta, podejmujemy różne interwencje i jego stan się polepsza lub pogorsza. W rozszerzonej rzeczywistość (AR) mamy podgląd rzeczywistego otoczenia, ale w tle widzimy stojący wóz bojowy, słyszymy strzały, coś płonie. Mamy pacjenta w mundurze – na razie te scenariusze są dostępne w wersji wojskowej – i dwie możliwe ścieżki. Asystenta AI, który przeprowadza przez cały protokół postępowania w masywnych krwotokach i pomaga uczestnikowi oraz scenariusz, w którym jesteśmy już zdani sami na siebie.





