Kiedy teatr potrzebuje efektu, którego nie da się kupić w sklepie z rekwizytami, do gry wchodzą laboratoria. W najnowszej „Antygonie” Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie jedną z kluczowych ról odgrywa sztuczna krew przygotowana na zamówienie przez Politechnikę Krakowską. Skala przedsięwzięcia zaskakuje: na potrzeby spektaklu powstało aż 500 litrów preparatu.
Premiera musicalu „Antygona” w reżyserii Jakuba Roszkowskiego przyniosła „krwawy” debiut rozwiązania naukowego w wyjątkowo nietypowym zastosowaniu. Sztuczna krew, wyprodukowana w laboratoriach Politechniki Krakowskiej, stała się elementem scenografii i ważnym środkiem ekspresji wykorzystywanym w kluczowych fragmentach przedstawienia.
Zamówienie nie przypominało standardowego zlecenia na teatralny rekwizyt. Teatr zwrócił się do specjalistów Wydziału Inżynierii i Technologii Chemicznej z prośbą o przygotowanie substancji, która spełni wymagania scenariusza — i jednocześnie będzie bezpieczna w użyciu. – Zapytano czy możemy wyprodukować sztuczną krew przygotowaną w taki sposób, aby zrealizowała założenia scenariusza przedstawienia. Nie mogła być to krew sceniczna powszechnie dostępna na rynku rekwizytów teatralnych – mówi dr hab. inż. Piotr Michorczyk, dziekan Wydziału, jeden z twórców teatralnej krwi.
W centrum prac znalazły się parametry, które na scenie decydują o wiarygodności efektu: zachowanie cieczy, jej ciężar i kolor. – Niebagatelną rolę miały odgrywać właściwości reologiczne, zapewniające m.in. oczekiwany przez twórców spektaklu sposób płynięcia substancji. Ważna była też gęstość płynu i głębia jego barwy. Nasza „krew” została pod względem tych właściwości zoptymalizowana pod wymagania scenariusza – tłumaczy prof. Piotr Michorczyk.
Uzgodnienia techniczne prowadzono z producentką musicalu, Oliwią Kuc. Poza barwą i właściwościami płynięcia ustalono także kwestie praktyczne: ograniczenie brudzenia, trwałość pozwalającą na wielokrotne użycie oraz bezpieczeństwo dla aktorów. Zanim zapadła decyzja o ostatecznej wersji, powstały serie próbek bazujących na pigmentach i barwnikach — łącznie przygotowano 13 wariantów, z których wybrano docelową kompozycję kolorystyczną.
Najtrudniejszy okazał się jednak nie dobór składników, lecz rozmiar produkcji. Uczelniane laboratorium musiało w krótkim czasie wytworzyć najpierw 400 litrów, a następnie kolejne 100 litrów domówionych przez teatr, utrzymując jednorodną konsystencję całej partii. Jak podkreślają twórcy preparatu, w przemyśle taka skala nie byłaby problemem — tyle że dla zakładu produkcyjnego 500 litrów to zbyt mało, by opłacało się przestawiać linie, natomiast w warunkach akademickich to skok logistyczny, bo większość aparatury obsługuje jednorazowo objętości rzędu kilku litrów. – Wyprodukowanie tylu litrów krwi scenicznej o jednorodnej konsystencji w obecnych czasach raczej nie jest problemem w skali przemysłowej. Problemem jest optymalizacja jej składu do sztuki, co wymagało od nas zaprojektowania składu od podstaw – wyjaśnia Piotr Michorczyk. – W skali przemysłowej 500 litrów to zbyt mała produkcja, by się opłacało pod takie zamówienie przestawiać produkcję. Na uczelni, z kolei, skala ma znaczenie. Większość naszej aparatury badawczej to sprzęty maksymalnie do kilku litrów. Kilkaset litrów produkcji to wyzwanie.
Dla Politechniki projekt stał się także dowodem, że kompetencje inżynierskie mogą realnie wspierać scenę — nie jako ciekawostka, lecz jako pełnoprawny element języka przedstawienia. – To niezwykła sztuka. Jej twórcy sięgnęli po wyjątkowo oryginalne i odważne środki wyrazu artystycznego, w tym autorsko stworzony przez nas element scenografii. Jesteśmy bardzo dumni, bo nasi chemicy tak doskonale wykorzystali swój inżynierski kunszt dla wsparcia artystów – mówi po premierze spektaklu prof. Andrzej Szarata, rektor Politechniki Krakowskiej. Rektor zwraca też uwagę na siłę scen z użyciem preparatu: – Całość sztuki, w tym szczególnie sceny z udziałem stworzonej na Politechnice krwi, robi niesamowite wrażenie – zdradza rektor Politechniki, który wziął udział w owacyjnie przyjętej premierze przedstawienia.
Co istotne, opisywana realizacja nie zamyka tematu. Uczelnia i teatr mają już umowę o współpracy, a kolejne zadania mają czekać w kolejce. – Łączy nas z Teatrem im. Słowackiego umowa o współpracy. Wiemy, że nietypowych wyzwań inżynierskich podczas realizacji spektakli teatralnych jest bardzo wiele. Dyrektor Teatru Krzysztof Głuchowski już ma dla nas kolejne zadania, wymagające wielkiej inwencji. Nie wykluczamy kolejnych wspólnych premier … – mówi rektor Andrzej Szarata.





