W każdą wakacyjną sobotę Park św. Kingi rozbrzmiewał doskonałą muzyką. Klasyczne marsze, utwory filmowe, rozrywkowe, a także jazz – górnicza orkiestra przygotowała bogaty repertuar i po raz kolejny dowiodła, że jest znakomita!
Co roku w lipcowe i sierpniowe soboty muzycy spotykają się z publicznością wśród parkowej zieleni. Nawiązują tym samym do XIX-wiecznych koncertów, które umilały spacery m.in. dawnym kuracjuszom. Wielu słuchaczy to stali bywalcy, których śmiało można nazwać fanami Reprezentacyjnej Orkiestry Dętej Kopalni Soli „Wieliczka”. Na plenerowe koncerty przychodzą od lat. Wielu to również turyści z całego świata, którzy w Wieliczce odkrywają, że dęte instrumenty to nie tylko moc, ale też wirtuozeria.
Grać w plenerze nie jest łatwo. Przyroda zapewnia co prawda wspaniałe widoki, lecz w żaden sposób nie wspomaga akustyki. Mówiąc obrazowo: „dźwięk ucieka”. Tym gorętsze brawa należą się górniczej orkiestrze – ona gra zawsze tak, jak w najlepiej nagłośnionej sali koncertowej. W tym roku zespół sięgnął po utwory Glenna Millera. Muzycy zdradzają, że to wymagające kompozycje. Nie bez powodu jazz uchodzi za jeden z najtrudniejszych gatunków muzycznych. Reprezentacyjna Orkiestra Dęta Kopalni Soli „Wieliczka” lubi jednak wyzwania i chętnie wzbogaca swój repertuar o kolejne piękne melodie.
Tego lata zespołowi towarzyszył wokalista: znakomity Jacek Foszczyński. Zaśpiewać przy akompaniamencie orkiestry dętej? Ot, nie lada wyzwanie!
– Publiczność była zachwycona – komentuje Marek Matoga, doświadczony muzyk sekcji tenorów i barytonów. Ze szczyptą humoru opowiada o muzycznej różnorodności współczesnej „salinarnej kapeli”: – Orkiestra dęta od zawsze była powołana do marszy. Orkiestra ma iść i grać, lecz występ na siedząco? Ileż można maszerować siedząc? Dlatego sięgamy również po inne utwory, już nie tak oczywiste dla zespołu opierającego swoje brzmienie na dętych instrumentach. Marsze, polki to orkiestrowa klasyka, z której nie rezygnujemy, jednak… Co roku to samo? Nic z tego, bo jednocześnie stawiamy na nowości. Splatamy je podczas letnich koncertów z lubianym tradycyjnym repertuarem.
Orkiestra wielickiej kopalni zachwyca uniwersalnością. Pan Marek Matoga mówi wprost: „muzykę trzeba czuć”. Podkreśla też, że płynne przechodzenie z jednego jej gatunku do drugiego wymaga ogromnej pracy:
– Ten wysiłek nie jest obcy nawet takim legendom jak amerykański trębacz Wynton Marsalis, który zajmuje się i jazzem, i muzyką poważną. Fenomen Reprezentacyjnej Orkiestry Dętej Kopalni Soli „Wieliczka” polega na tym, że podczas każdego kolejnego występu publiczność otrzymuje, niezależnie od miejsca koncertu czy rodzaju utworu, muzykę wspaniałą i porywającą. „He’s a Pirat”, „Moonlight Serenade”, „Nad pięknym modrym Dunajem” w wykonaniu górniczej orkiestry z Wieliczki brzmią tak, jakby zostały dla niej napisane. Ostatni tegoroczny koncert letni w Parku św. Kingi orkiestra zagrała 29 sierpnia. Koniec wakacji nie oznacza jednak końca muzycznego sezonu. Górnicza orkiestra pojawi się w kolejnych inspirujących odsłonach, oczarowując talentem, kunsztem, odważnymi aranżami.













